Nadszedł czas na zakończenie piekielnej trylogii

Katarzyna Barlińska to autorka, która jeszcze do niedawna ukrywała się pod pseudonimem P.S. Herytiera. Popularność wśród młodzieży zdobyła w internecie, publikując powieści w odcinkach na jednej z popularnych darmowych platform służących się do dzielenia się swoją twórczością. Szybko okazało się, że pisarka ma potencjał, a jej historie chce czytać coraz więcej odbiorców. Dzięki rosnącej popularności Barlińskiej udało się w końcu wydać książkę w jednym z wydawnictw. Odtąd swoją twórczość publikuje już w standardowej formie. Burn the Hell. Runda trzecia na święta to zakończenie jej słynnej trylogii Hell. Czy autorce udało się zadowolić swoich najwierniejszych fanów? Czy jednak ostatni tom serii nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań?

Zacząć od nowa

W Burn to Hell powracamy do śledzenia losów Victorii Joseline Clark. Główna bohaterka za wszelką cenę próbuje odciąć się od bolesnej przeszłości. Czy jednak uda jej się zacząć od nowa? Czy kobieta zapomni o chłopaku, który wniósł do jej życia zarówno miłość, jak i ból, cierpienie oraz strach? Funkcjonowanie w toksycznym związku było czymś, co wyniszczało Victorię nie tylko od zewnątrz, ale i od środka. Kobieta stawała się coraz bardziej nerwowa, niepewna, przestała widzieć sens w życiu. Jednak teraz nadzieja do niej powraca. Być może uda się jej zbudować wszystko, o czym marzyła, całkowicie od podstaw. Na uwagę zasługuje na pewno podejście do opisu przeżyć wewnętrznych bohaterów serii. Autorka poświęciła dużo czasu na to, aby charakter każdej z postaci był jak najbardziej złożony i po prostu autentyczny. Ostatnia część cyklu to też prawdopodobnie jego najmocniej emocjonalny tom, który trzyma w napięciu do ostatnich chwil. 

Bolesne wspomnienia

Na plus zaliczyć można też bogate słownictwo autorki, dzięki któremu możemy bliżej poznać to, co rozgrywa się w głowach bohaterów. Młoda pisarka szarżuje tempem wydarzeń i wraz z postaciami przeskakujemy ze skrajnych emocji w drugie. Niemniej Barlińska ani razu nie przekracza cienkiej granicy pomiędzy karykaturą a intensywności, co wychodzi jej na dobre.